poniedziałek, 10 listopada 2014

Półmaratony też są fajne!



     W tym poście podzieliłam się z Wami moją radością z przebiegnięcia mojego pierwszego maratonu. Pokonanie takiego dystansu było dla mnie czymś magicznym. Ponieważ był to mój pierwszy w życiu maraton nie miałam jakiegoś poważnego celu, jeśli chodzi o czas. Chciałam po prostu dać z siebie wszystko i przebiec ten dystans. Było ciężko i zarazem niesamowicie. Po trzydziestym kilometrze dopadł mnie kryzys, nogi bolały niemiłosiernie, przechodzenie w marsz sprawiało większy ból niż bieg. Pomimo zmęczenia i bólu wzięłam się w garść, zebrałam ostatnie siły, przyspieszyłam i przekroczyłam metę z wielką radością. Przed maratonem wzięłam udział w moim pierwszym zorganizowanym biegu „Jedenastka na jedenastego listopada”, który odbył się w moim rodzinnym mieście. Jednak to właśnie udział w maratonie sprawił, że pokochałam atmosferę, jaka panuje na takich biegach. Niestety, nikt z mojej rodziny, znajomych, czy przyjaciół nie towarzyszył mi w żadnym z dotychczasowych biegów. Nikt nie czekał na mecie, nie kibicował. Widocznie nie każdy rozumie i czuje atmosferę tego typu imprez. Nie ma się co żalić i zmuszać znajomych do tego, by czekali na mnie na mecie. Chyba wszystko rekompensuje nastawienie innych biegaczy oraz pokaźna dawka optymizmu i zrozumienia po przekroczeniu mety. 

Niedawno, bo 26 października, przyszło mi się zmierzyć z Półmaratonem Królewskim, który odbył się w Krakowie. Tutaj już nie byłam sama i bardzo się z tego cieszę. Widok znajomej osoby czekającej na mecie jest bezcenny. Przyznam szczerze, że trochę sceptycznie podchodziłam do tego biegu. W ostatnim czasie coraz rzadziej miałam ochotę wyjść pobiegać, szybko się męczyłam, a w nogach jakby brakowało mi sił. Do tego doszedł ból biodra, który ostatnio mi doskwiera. Dlatego też nie spodziewałam się wiele po tym półmaratonie. Ku mojemu zaskoczeniu biegło mi się bardzo dobrze. Biodro lekko pobolewało po około piątym kilometrze, ale ból szybko przeszedł. Podczas biegu nie czułam większego zmęczenia, nie pojawił się moment, gdzie zastanawiałam się „Po co ja to robię?”, miałam spokojną głowę, a kilometry uciekały jeden za drugim. Pod koniec biegu miałam jeszcze wiele zapasu energii na to by przyspieszyć i wyprzedzić parę osób przed metą. To było świetne uczucie! Żałuję, że nie zwiększyłam tempa biegu dużo wcześniej. Z osiągniętego czasu jestem zadowolona (2:19:08).

Uwielbiam atmosferę takich biegów. Stoję przed startem, wokół mnie są ludzie, którzy mają ten sam cel, co ja. Podczas biegu mija mnie chłopak przebrany za banana, dwie panny młode, mężczyzna biegnący boso i wielu innych pozytywnie zakręconych osób. Przebiegając pod mostem ktoś krzyknie „Nie poddawajcie się ludzie” i echo niesie te słowa, a ktoś obok włączy muzykę z filmu „Rocky”. Spoglądam na uśmiechniętych ludzi, którzy stoją przy barierkach i kibicują biegaczom, przybijają „piąteczki” i przekazują masę optymizmu i otuchy. W ciężkich momentach, gdzie myślę, że nie mam już siły, wystarczy, że spojrzę na kibiców, niekiedy łza w oku się zakręci, a zaraz potem mam już wystarczająco dużo siły, by biec dalej. A na mecie to już jest kosmos! Wtedy nie myślę już o niczym. Mimo zmęczenia nogi biegną coraz szybciej, wokół jest coraz więcej twarzy kibiców, słyszę coraz głośniejszy doping i jest! Meta! I radość z pokonania samej siebie.


4 komentarze:

  1. mój pierwszy maraton dopiero przede mną, ale jeżeli chodzi o półmaratony potwierdzam, są fajne. też biegłam w krakowie i byłam bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Życzę samej radości z biegania. Może jeszcze przyjdzie nam się spotkać podczas biegów :)

      Usuń
  2. Nie ważne, czy maraton czy pół maraton. Liczy się nasze zaangażowanie, oraz to co udało nam się dzięki temu uzyskać :)
    - nowe doświadczenie
    - rozwój fizyczny
    - podniesienie motywacji
    i wiele wiele innych.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Każda pokonana przeszkoda coś nowego w nas wnosi.

      Usuń