poniedziałek, 24 listopada 2014

Lubię poniedziałki (20): Poranki bez pośpiechu



     Lubię w poranki (nie tylko te poniedziałkowe) mieć czas na wszelkie czynności, jakie są mi potrzebne do wyjścia do pracy. Nie lubię się spieszyć, zostawiać po sobie bałaganu i później po pracy się nim zajmować. Myślę, że lepiej jest wrócić do w miarę uporządkowanej przestrzeni niż po pracy zastawać bałagan. Oczywiście, niekiedy jest lepiej, a niekiedy gorzej, jeśli chodzi o organizację porannych czynności. Mam kilka sposobów na to by sprawnie i bez zbędnego pośpiechu zacząć dzień:

- przygotowanie ubrania – w niedzielę wieczorem przygotowuję sobie ubranie do pracy na następny dzień, dzięki czemu zaoszczędzam czas na zastanawianie się w co się ubrać, czy szukaniem zagubionych rzeczy.
 
- sprawdzenie lodówki – również w niedzielę wieczorem lubię zajrzeć do lodówki, by sprawdzić, czy czegoś w niej nie brakuje, a co będzie mi potrzebne do zrobienia śniadania. Wolę potrzebne rzeczy kupić jeszcze w niedzielę niż iść do sklepu przed pracą.

- odkładanie rzeczy na miejsce – to z pozoru prosta czynność, ale daje mi poczucie panowania nad moją przestrzenią. Dzięki temu, że każda rzecz ma swoje miejsce, wiem gdzie ją szukać, nie biegam rano spanikowana w poszukiwaniu prostownicy, kluczyków od samochodu, czy torebki.

- spakowanie torebki – może to kobieca przypadłość, ale często w weekend używam innych torebek, natomiast do pracy mam jedną, w której mieszczę potrzebne mi rzeczy. Żeby rano nie tracić czasu na przepakowanie się z jednej do drugiej robię to już w niedzielę wieczorem.

Poranki nie zawsze muszą rozpoczynać się pod hasłem chaosu, pośpiechu i zdenerwowania. Ja wskazałam cztery czynności, które u siebie wypracowałam i dzięki temu rozpoczęcie dnia jest sprawniejsze. Myślę, że każdy z nas może mieć ich więcej lub mniej. Może zauważyliście u siebie jakiś problem o poranku, który powtarza się systematycznie i wpływa na jego organizację? Niewyprasowana koszula, brak masła w lodówce lub zaginiona suszarką mogą być kłopotliwe. Dlatego warto zastanowić się nad tym, co zajmuje nam najwięcej czasu rano i spróbować wykonać tę czynność w miarę możliwości dzień wcześniej lub ją usprawnić.

Wypracowaliście u siebie czynności, dzięki którym sprawniej zaczynacie dzień?

poniedziałek, 17 listopada 2014

poniedziałek, 10 listopada 2014

Półmaratony też są fajne!



     W tym poście podzieliłam się z Wami moją radością z przebiegnięcia mojego pierwszego maratonu. Pokonanie takiego dystansu było dla mnie czymś magicznym. Ponieważ był to mój pierwszy w życiu maraton nie miałam jakiegoś poważnego celu, jeśli chodzi o czas. Chciałam po prostu dać z siebie wszystko i przebiec ten dystans. Było ciężko i zarazem niesamowicie. Po trzydziestym kilometrze dopadł mnie kryzys, nogi bolały niemiłosiernie, przechodzenie w marsz sprawiało większy ból niż bieg. Pomimo zmęczenia i bólu wzięłam się w garść, zebrałam ostatnie siły, przyspieszyłam i przekroczyłam metę z wielką radością. Przed maratonem wzięłam udział w moim pierwszym zorganizowanym biegu „Jedenastka na jedenastego listopada”, który odbył się w moim rodzinnym mieście. Jednak to właśnie udział w maratonie sprawił, że pokochałam atmosferę, jaka panuje na takich biegach. Niestety, nikt z mojej rodziny, znajomych, czy przyjaciół nie towarzyszył mi w żadnym z dotychczasowych biegów. Nikt nie czekał na mecie, nie kibicował. Widocznie nie każdy rozumie i czuje atmosferę tego typu imprez. Nie ma się co żalić i zmuszać znajomych do tego, by czekali na mnie na mecie. Chyba wszystko rekompensuje nastawienie innych biegaczy oraz pokaźna dawka optymizmu i zrozumienia po przekroczeniu mety. 

Niedawno, bo 26 października, przyszło mi się zmierzyć z Półmaratonem Królewskim, który odbył się w Krakowie. Tutaj już nie byłam sama i bardzo się z tego cieszę. Widok znajomej osoby czekającej na mecie jest bezcenny. Przyznam szczerze, że trochę sceptycznie podchodziłam do tego biegu. W ostatnim czasie coraz rzadziej miałam ochotę wyjść pobiegać, szybko się męczyłam, a w nogach jakby brakowało mi sił. Do tego doszedł ból biodra, który ostatnio mi doskwiera. Dlatego też nie spodziewałam się wiele po tym półmaratonie. Ku mojemu zaskoczeniu biegło mi się bardzo dobrze. Biodro lekko pobolewało po około piątym kilometrze, ale ból szybko przeszedł. Podczas biegu nie czułam większego zmęczenia, nie pojawił się moment, gdzie zastanawiałam się „Po co ja to robię?”, miałam spokojną głowę, a kilometry uciekały jeden za drugim. Pod koniec biegu miałam jeszcze wiele zapasu energii na to by przyspieszyć i wyprzedzić parę osób przed metą. To było świetne uczucie! Żałuję, że nie zwiększyłam tempa biegu dużo wcześniej. Z osiągniętego czasu jestem zadowolona (2:19:08).

Uwielbiam atmosferę takich biegów. Stoję przed startem, wokół mnie są ludzie, którzy mają ten sam cel, co ja. Podczas biegu mija mnie chłopak przebrany za banana, dwie panny młode, mężczyzna biegnący boso i wielu innych pozytywnie zakręconych osób. Przebiegając pod mostem ktoś krzyknie „Nie poddawajcie się ludzie” i echo niesie te słowa, a ktoś obok włączy muzykę z filmu „Rocky”. Spoglądam na uśmiechniętych ludzi, którzy stoją przy barierkach i kibicują biegaczom, przybijają „piąteczki” i przekazują masę optymizmu i otuchy. W ciężkich momentach, gdzie myślę, że nie mam już siły, wystarczy, że spojrzę na kibiców, niekiedy łza w oku się zakręci, a zaraz potem mam już wystarczająco dużo siły, by biec dalej. A na mecie to już jest kosmos! Wtedy nie myślę już o niczym. Mimo zmęczenia nogi biegną coraz szybciej, wokół jest coraz więcej twarzy kibiców, słyszę coraz głośniejszy doping i jest! Meta! I radość z pokonania samej siebie.


Lubię poniedziałki (18): Komplementy są ważne



     Miło jest zacząć dzień od otrzymania komplementu. Dobrze jest usłyszeć, że ładnie się wygląda lub jest się w czymś zdolnym. Z drugiej strony, dawanie komuś komplementów również może wprowadzić nas w dobry nastrój. Myślę, że w relacjach międzyludzkich szczere i niewymuszone komplementy są ważne i wpływają na budowanie więzi z drugą osobą. Niekiedy unikamy mówienia komplementów, gdyż boimy się, że zostaną źle odebrane, a rozmówca może mieć wrażenie, że staramy mu się schlebić, gdyż mamy w tym jakiś interes. Dlatego, mówmy komplementy, ale we właściwych sytuacjach i szczerze. Gdy koleżanka w pracy ma ładną sukienkę, mąż świetnie poradził sobie ze skręceniem szafy, a przyjaciel biegnie kolejny maraton i podziwiamy go za to. Komplementujmy! Mówiąc komplementy innym wprawiamy ich w radość, podnosimy poczucie wartości drugiej osoby oraz wzmacniamy relacje międzyludzkie. Ważna jest również umiejętność przyjmowania komplementów. Wystarczy podziękować i uśmiechnąć się. Jeśli będziemy na komplement odpowiadać z niedowierzaniem lub negować go („To stara sukienka”, „Nowa fryzura w cale mi się nie podoba, wyglądam beznadziejnie”) osobie komplementującej może się po prostu zrobić przykro i zrezygnuje z mówienia nam komplementów. 


Komplement jest jak drobny, niematerialny prezent. Docenienie kogoś, pochwalenie, podziw mogą sprawić, że dzień rozpocznie się w pozytywnym tonie. Dlatego komplementujmy innych i sami uczmy się przyjmować komplementy.


Udanego dnia!

poniedziałek, 3 listopada 2014

Lubię poniedziałki (17): Trochę cierpliwości




     Często podczas realizacji zadań, czy celów, jakie sobie obraliśmy brakuje nam cierpliwości. Jesteśmy gotowi do działania i szybko chcemy osiągnąć spodziewane efekty, jednak nie zawsze nam się to udaje i na efekty naszej pracy musimy czekać dłużej niż wcześniej zakładaliśmy. Takie sytuacje mogą nas zniechęcać do dalszego działania. Zdarzają się one, gdy np.. nałożyliśmy na siebie zbyt dużo pracy, chcemy osiągnąć ważny cel, lecz w krótkim czasie, z zapałem zabraliśmy się do pierwszych czynności, jednak z czasem zaczęło nas to nudzić lub nas przytłaczać. W takich chwilach warto sobie przypomnieć o tym, dlaczego podjęliśmy działanie, jakie były tego powody oraz wypracować u siebie cierpliwość w realizacji celów. Określając sobie coś do osiągnięcia jesteśmy podekscytowani i pełni zapału. Sztuką jest, by przenieść te uczucia na kolejne etapy realizacji naszego zamierzenia. Nie bądźmy też dla siebie zbyt surowi. Jednego dnia możemy zrobić więcej, a drugiego mniej w kierunku osiągnięcia naszego celu. Ważne jest, by czuć, że to, co robimy ma dla nas wartość oraz mamy poczucie, że powody, dla których podjęliśmy działanie nadal są dla nas aktualne. Myślę, że cierpliwość w realizacji zadań, czy dążeniu do spełniania marzeń jest ważna i przekłada się na to, w jaki sposób będziemy działać. Poniżej zamieszczam kilka cytatów dotyczących cierpliwości. Mnie najbardziej podoba się ten wypowiedziany przez Antoine de Saint-Exupéry, a Wam?


Praktykujmy cierpliwość, a nie ćwiczmy w niej innych.
Jakub Alberione

Nie trać nig­dy cier­pli­wości; to jest os­tatni klucz, który ot­wiera drzwi. 
Antoine de Saint-Exupéry

Cierpliwość przekracza szczyty, ale upór - łamie skały.
Władysław Grzeszczyk

Kto powiada - cierpliwości, mówi - odwagi, wytrwałości, siły.
Marie von Ebner-Eschenbach

Cierpliwość jest gorzka, ale jej owoce są słodkie.
Jan Jakub Rousseau