wtorek, 20 maja 2014

Podobno jestem świrem...

     
     Cracovia Maraton pokonany! Była niesamowita atmosfera, świetny doping min. grupa gospel i reggae, wspaniali ludzie na trasie: chłopak przebrany za banana, mężczyzna biegnący boso i prowadzący wózek ze swoim niepełnosprawnym przyjacielem, starsza Pani, która biegła swój 340. maraton i wielu innych...Były łzy bólu i łzy szczęścia. Ból to pestka w porównaniu z radością na mecie!

Jedna z koleżanek na wieść o tym, że przebiegłam maraton nazwała mnie świrem (oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa). Chyba coś w tym jest! ;)